Tęsknię

Śpiewa Magdalena Antczak
Tekst, muzyka, aranżacja: Ryszard Matusiewicz

Moje miasto jest jak sieć
Świateł, ulic, drutów, bram.
Losów ludzi obcych mi
Losów ludzi, których znam.
Tu czasem noc się kończy źle
Czasem świt
Umie przyjść
Późno zbyt
I nagle jesteś ty,
Saksofon wtedy śpiewa gdzieś
Śpiewa mi

Tęsknię
A moja miłość jest jak miasto
Nocą zimową, czystą, jasną,
Które nie może dzisiaj zasnąć
Tęsknię
W parkach lampiony, ognie, gwiazdy
W każdej uliczce, w bramie każdej,
Wszędzie twój odnajduję ślad

Moje miasto czyha złe
W każdy nieprzytomny świt
Wszystko widzi, wszystko wie,
Nigdy mu nie bywa wstyd
Wzdłuż krawężników sączy jad
Lepki śnieg
Zbiera brud
Ludzkich spraw
I nagle jesteś ty
Śródziemnomorski wpada wiatr
W ciemne dni

Tęsknię
A moja miłość jest jak miasto
Spiętrzone z ulic, bram, podjazdów,
Po wzgórzach pnące się ku gwiazdom
Tęsknię
I ponad okna, wieże, dachy,
Gdzie nagły świt i blask, i ptaki
Aż tam prowadzi mnie twój ślad

 

Rozmyślając o tegorocznej zimie, doświadczam klasycznych mieszanych uczuć. Z jednej strony, wspominam dawne horrory drogowe na zaśnieżonych szosach w naszych okolicach – i teraz co dzień błogosławię dzisiejsze czyste i suche asfalty. Ach, i do tego nie muszę odśnieżać podwórza! Odkopywać bramy… rozmrażać zamków… skrobać lodu z szyb… parkować w zaspach! Zaś z drugiej strony – “Zimy żal”… jak napisał Jeremi Przybora. Proszę zaraz znaleźć tę piosenkę (z muzyką Jerzego Wasowskiego, oczywiście) na jakimkolwiek youtubie i sprawdzić, jak bardzo jest wciąż aktualna. Proszę też posłuchać, jak dziwnie straciła aktualność jedna z najpiękniejszych polskich piosenek – “Na całej połaci śnieg” tychże autorów. Straciła aktualność, ale nic ze swojego piękna. Raczej jeszcze zyskała, przez nostalgię za niegdysiejszymi śniegami…

W roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym którymś pracowałem w małej firmie produkującej pewne specjalistyczne analizatory przemysłowe. Montowaliśmy je w całym kraju. W śnieżną zimę owego roku pojechaliśmy na południe Polski we trzech: mój szef Adam, nasz przyjaciel Mariusz i ja. Przy okazji zostaliśmy na dzień czy dwa w Krynicy, aby pojeździć na nartach. W późny zimowy wieczór szliśmy przez miasto zasypane śniegiem i udekorowane mnóstwem świateł, lampek, latarenek – co w tamtej Polsce nie było tak powszechne, jak dziś. Byliśmy młodzi… A przynajmniej, sporo młodsi. Kolega Mariusz co jakiś czas nabierał tchu w płuca i z namaszczeniem wygłaszał stwierdzenie “Tęsknię!”, ponieważ był świeżo i szczęśliwie zakochany. Adam i ja wtórowaliśmy mu w duchu. Jako ludzie żonaci byliśmy zakochani może nie tak świeżo, ale równie głęboko. Powiedziałbym też, hm, dojrzalej… Po czym wzdychaliśmy zgodnym męskim chórem i równie zgodnie szliśmy szukać jakiegoś lokalu oferującego artykuły płynne, ułatwiające zasypianie mężczyznom zakochanym zarówno szczęśliwie, jak i nieszczęśliwie. A także nieszczęśliwie niezakochanym. I trudno dziś w tym miejscu nie zacytować Klasyka (zagadka – którego?):

“Nie pytaj, kędy hoże dziewki
idą stąd, i za jakie brzegi,
iżbyś nie wspomniał tej przyśpiewki:
Ach, gdzież są niegdysiejsze śniegi!”

Z tego wzdychania, z tej zimy, gór, świateł i nocy powstała piosenka “Tęsknię”, którą śpiewa Magdalena Antczak, obecnie – Magdalena Antczak-Jankowska. Jej nagrań warto również poszukać na youtube oraz na facebooku, gdyż potrafi śpiewać przepięknie – a tymczasem nigdy Państwo o niej (prawdopodobnie) nie słyszeli… Ot, taki nasz los, Janków Muzykantów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *